czwartek, 19 czerwca 2008

Rozmowy rekrutacyjne - esencja cz. 1

Jestem obecnie w trakcie poszukiwania pracy. Jakieś 10 dni temu porozsyłałem moje CV po różnych firmach IT we Wrocławiu, a później po krótkim okresie oczekiwania zostałem zapraszany na kolejne rozmowy o pracę. Odwiedziłem kilka(-naście) większych i mniejszych firm IT i z wnioskami z tych spotkań chciałbym się z Wami podzielić. Jeśli szukacie lub planujecie szukać pracy w najbliższym czasie potraktujcie ten wpis jako pewnego typu przewodnik po procesie rekrutacji.
Zacznę na początek od pytań, które pojawiają się zawsze lub prawie zawsze.

"Kim jest Paweł Szulc?"

To pytanie rozwala i niszczy. Pojawia się na samym początku rozmowy rekrutacyjnej i wydaje mi się, że zadawane jest po to, aby już na samym początku zbić nas z tropu. No bo słyszycie takie pytanie i co w ogóle wtedy myślicie? Co to jest za pytanie, jaki jest jego sens? Czy mam teraz w 15 zdaniach opisać swoją osobowość, charakter, życiorys a na końcu odnieść się do tego wszystkiego w pięknym podsumowaniu? Czy może pytają się kim jest Paweł Szulc jako programista, co umie, co potrafi, gdzie zdobył szlify i doświadczenie. Moją pierwszą reakcją było zadanie sobie samemu pytania, jakiej odpowiedzi oni oczekują. Ponieważ nie byłem sobie w stanie na to pytanie sam odpowiedzieć, spytałem się ich: w jakim sensie, w jakim kontekście zadane jest to pytanie. Odpowiedź powala na kolana: "Dowolnym".
Musicie sobie zdać sprawę, że jest to pytanie na krasomówczą pułapkę. Wydaje mi się, że to pytanie zadawane jest po to, żeby tak naprawdę usłyszeć co ciekawego opowie nam ta osoba o sobie. Nie chcą wiedzieć, kim jest Paweł Szulc. W 15 zdań nikt nie jest w stanie siebie opisać i pracodawcy dobrze o tym wiedzą. To pytanie z samej natury ma być enigmatyczne, ma lekko zagiąć, zdziwić. Chodzi o sprawdzenie jak osoba poradzi sobie w takiej sytuacji, czy umie coś o sobie powiedzieć i jeśli tak to w jaki sposób. Ponieważ usłyszałem to pytanie na 90% rozmowach rekrutacyjnych, szanse są, że i wy je usłyszycie. Warto być tego świadomym i mieć przynajmniej szkielet jakieś gadki gotowy na poczekaniu.

"Czemu wolałby Pan pracować w mniejszej firmie?"

Na początek, żeby coś sobie wyjaśnić. Nie aplikowałem mojego CV do żadnej z firm typu Siemiens, Comarch czy innych większych korporacji. Nie ma w tym jakieś konkretnej przyczyny. Po prostu nie bawi mnie praca w firmie, gdzie struktura pracy nakazuje raportowanie do czterech rożnych szefów, gdzie przychodzę pracować jako programista Java kończę jako programista C++. Słyszałem różne historie i jakoś się zraziłem. W życiu zawodowym otarłem się o mniejsze firmy (w sensie mniej niż 100 osób) i z każdą doświadczenie mam jak najbardziej pozytywne. Ja WIEM, że 3/4 studentów po informatyce rzuca się na większe firmy. Jestem tego świadomy. Osobiście się temu dziwie, bo chyba jeśli w takich firmach jest taka rotacja pracowników, że cały czas kogoś nowego przyjmują, bałbym się trochę składać tam papiery.
No ale mam świadomość, że tak jest. Pracodawcy mniejszych firm jak widać też mają. Praktycznie na każdej rozmowie, na której byłem pytano się mnie: "A czemu nie korporacja?". Po trzeciej takiej rozmowie miałem już gotową gadkę i byłem na to pytanie przygotowany, ale z początku w sumie było jedno z tych pytań, które mnie dziwiło, nie dlatego, że nie wiedziałem jak na nie odpowiedzieć, a dlatego, iż dziwiłem się, że w ogóle było zadawane. Dla mnie naturalnym był fakt, że najpierw szukam zatrudnienia przede wszystkim w mniejszych firmach IT. Jak widać nie dla wszystkich jest to naturalne.

"Ile chciałby Pan zarabiać?"

Nie powinno nikogo dziwić, że pytanie to będzie zadane. Osobiście uważam, że trzeba przed rozmową rekrutacyjną dokładnie wiedzieć, ile się chce zarabiać w danej firmie i kwotę to podać natychmiast, po zadaniu pytania. Na jednym wydechu, bez zająknięcia. Wtedy pracodawca widzi, że sprawę mamy przemyślaną, wiemy dokładnie czego chcemy. To pytanie nigdy nie jest negocjacją. Pracodawca odpowie "aha" lub "yhmmm", zapisze sobie kwotę na papierze i o tym czy mu kwota ta pasowała dowiemy się dopiero, po kilku dniach od rozmowy. W całym moim życiu miałem dwa wyjątki od tej reguły: raz osoba rekrutująca spytała się czy nie da się mniej, innym razem rekrutująca osoba powiedziała, że im to odpowiada i czy się decyduje na pracę (tak tak, miałem się określić w dniu rozmowy rekrutacyjnej - rekord świata moim skromnym zdaniem ;) ).
Dlatego powtarzam, na to pytanie trzeba być przygotowanym. Osobną sprawą jest kwestia ile powiedzieć, że chce się zarabiać. To wszystko zależy. Jak już pisałem jakiś czas temu, w Polsce nie obowiązują zachodnie standardy podawania widełek płacowych. Szkoda, naprawdę, ale takie są realia. Sprawę pogorsza fakt, że na takich serwisach jak ocenpracodawce.pl, zwykle piszą albo frustraci, których wywalono z roboty, albo sami pracodawcy, żeby podnieść sobie rankingi. Nie istnieje nic takiego jak średnia dolnośląska czy średnia wrocławska. U jednego pracodawcy X złotych może zarobić już początkujący programista, u innego na start można otrzymać co najwyżej 2/3 tej sumy. Osobiście wydaje mi się, że należy przekalkulować ile się wie i jak się samego siebie ocenia, następnie zrobić research wśród znajomych i kolegów ile zarabiają i odnosząc się do ich wiedzy i umiejętności odnaleźć, gdzieś tam swoją średnią.

Najważniejsze jest jednak, żeby się CENIĆ. Warto to powtórzyć dwa razy: najważniejsze, żeby się cenić. Znam przypadki kolegi, który pracował w firmie IT we Wrocławiu za 1600zl na rękę. Przepraszam, ale w obecnej dobie to się robi po prostu śmieszne. Albo przykład, o którym już kiedyś pisałem, chłopaka, który przez 3 miesiące pracował za darmo na "praktykach" mimo, że wykonywał robotę taką jak wszyscy inni w firmie. Pracodawcy widząc osobę, która aż się prosi, żeby ją wykorzystać, zrobią to, bez wahania. Nigdy, prze nigdy, nie bądźcie takimi osobami! Ceńcie się za swoją wiedzę i doświadczenie. Dla dobra swojego i naszego ogółem.

ciąg dalszy nastąpi....

3 komentarze:

koziołek pisze...

Rozmowy rekrutacyjne generalnie są ciekawe. Dlatego ja czasami jeszcze chodzę na nie, choć nie mam zamiary zmieniać pracy, traktując jak trening. Sam stwierdziłeś, że są jakieś standardowe pytania. Te pytania zmieniają się i podążają za "modą". Trzeba więc być na czasie, bo jak przyjdzie konieczność zmiany pracy to będziemy mieli gotowe odpowiedzi na większość z nich.

Paweł Szulc pisze...

@koziolek: Tez dobry pomysl, ale kiedys Ci sie skoncza firmy w miescie ;)

Darek Zoń pisze...

Ja miałem ciekawą rozmowę w Spreadshirt. Początek wydawał się nudny, potem przeszliśmy na angielski gdzie usłyszałem np. "Czy czuje się Pan geniuszem?". W standardzie są też pytania o hobby (i ew. jak można hobby połączyć z pracą - żeby sobie nie przeszkadzały)

A na koniec 2 zadania na logiczne i obiektowe myślenie ;P